NGP 19.06.2013Warszawa nie utonie w śmieciach – a przynajmniej nie 1 lipca. Niestety, nie dlatego, że nowy system odbioru odpadów w stolicy jest tak dobrze przygotowany, tylko wręcz przeciwnie – okazało się, że tak naprawdę go nie ma. Decyzją Krajowej Izby Odwoławczej przetarg na wywóz śmieci musi być przeprowadzony jeszcze raz, bo został przygotowany z błędami. Ponadto Ministerstwo Środowiska ogłosiło, że nie można wybrać firm śmieciowych w trybie bezprzetargowym, a taką alternatywę miał przygotowaną wiceprezydent Kochaniak nadzorujący wdrażanie systemu. W ten sposób cała koncepcja gospodarowania odpadami komunalnymi w Warszawie po 1 lipca legła w gruzach. O skali blamażu najlepiej świadczy fakt, że Hanna Gronkiewicz-Waltz – niechętna jakimkolwiek zmianom kadrowym – zadecydowała o dymisji wiceprezydenta. Ta ofiara może się jednak okazać za mała, bo organizatorzy referendum zażądali głowy samej pani prezydent, a zamieszanie ze śmieciami ułatwia im zadanie.

Co nas czeka po 1 lipca? Przede wszystkim niższe niż początkowo planowano opłaty za wywóz śmieci. Mieszkańcy domów wielorodzinnych zapłacą 10 zł za osobę, 19 zł za dwie, 28 z za trzy i 37 za 4 i więcej. W przypadku domków jednorodzinnych, w których zamieszkuje jedna osoba, opłata ta wyniesie 30 zł, dla dwóch osób – 45 zł, a trzech i więcej – 60 zł. Jeżeli śmieci będą zmieszane, to opłata wzrośnie o 20 procent. Śmieci wywiozą nam te same firmy, które robią to dzisiaj, a więc problemu z ich odbiorem być nie powinno. Niestety, takie stawki obowiązywać będą najprawdopodobniej tylko przez pół roku w tzw. okresie przejściowym. W międzyczasie przeprowadzony zostanie nowy przetarg i opłaty dostosowane będą do jego wyników. Czy mogą być niższe? Szczerze mówiąc wątpię, ale może przynajmniej nie wzrosną.

Wtopa ze śmieciami to póki co największa wpadka, jaka zdarzyła się Hannie Gronkiewicz-Waltz w Warszawie. Najgorsze, że można jej było uniknąć, gdyby tylko ratusz nie ignorował ostrzeżeń zarówno ekspertów, jak i radnych opozycji. Teraz prezydent Warszawy musi płacić za błędy własnych urzędników i to, że ich nie dopilnowała. I choć swoją głowę w referendum pewnie ocali, to jej wizerunek został poważnie nadszarpnięty. Do tego stopnia, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom Platforma Obywatelska może się nie zdecydować na jej kolejną reelekcję.