NGP 23.10.2013Największe w tym roku wydarzenie polityczne w stołecznym samorządzie za nami. Przez kilka ostatnich miesięcy wszystko, co działo się w Warszawie, podporządkowane było tematowi referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. To w tym celu zawiązała się egzotyczna koalicja Prawa i Sprawiedliwości, Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, Solidarnej Polski, Ruchu Palikota, Stowarzyszenia Dom Wszystkich Polska Ryszarda Kalisza, a nawet Zielonych. Na jej czele stanął Jarosław Kaczyński, który bez najmniejszego problemu zdetronizował pomysłodawcę referendum Piotra Guziała – co było zresztą do przewidzenia. Po drugiej stronie barykady Platforma Obywatelska i trochę z boku Sojusz Lewicy Demokratycznej, który Hanny Gronkiewicz-Waltz bronić nie zamierzał, ale powrót PiS-u do władzy postanowił uniemożliwić. Jak się okazało – skutecznie.

W referendum udział wzięło 25,66% uprawnionych, czyli niecałe 4% mniej niż powinno, żeby było ważne. W żadnej dzielnicy frekwencja nie osiągnęła wymaganego progu 29,2 procent. Na Białołęce w głosowaniu udział wzięło 23,09%, ale już na tradycyjnie prawicowej Pradze Północ 27,84%. Na Targówku w referendum głos oddało 27,31% uprawnionych. Jak można się było spodziewać, ponad 90% głosowało za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz i taki wynik nie dziwi, bo Platforma Obywatelska przyjęła strategię, aby zwolennicy pani prezydent pozostali w domu.

Jak się okazało, do urn nie poszli również sympatycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej i to oni uratowali głowę Hanny Gronkiewicz-Waltz, pokazując czerwoną kartkę Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego drużynie. Choć w samym Sojuszu zdania były podzielone, to jednak Miller, Czarzasty i Wierzbicki zapowiedzieli, że oni do referendum nie idą, bo do sukcesu Kaczyńskiego i Macierewicza ręki nie przyłożą. Wyborcy SLD podzielili ich zdanie i ponad 90% z nich pozostało w domach.

W Warszawie wygrał rozum, bo mieszkańcy stolicy nie poddali się emocjom i postanowili nie odwoływać urzędującej prezydent na rok przed wyborami tylko po to, żeby Jarosław Kaczyński mógł odtrąbić kolejny sukces w swym marszu do IV RP. Tym razem PiS przegrał, podobnie jak wszyscy, którzy ramię w ramię z nim szli po władzę legitymizując zawłaszczenie symbolu litery W. Klęskę ponieśli organizatorzy referendum, którym ten projekt skradziono, ale przede wszystkim politycy – jak chociażby Ryszard Kalisz – którzy dotąd byli autorytetami i orędownikami antypisowskiej krucjaty, a teraz w jednym rzędzie z PiS-em stanęli. Dziś ich mit i czar prysł.

Przed Hanną Gronkiewicz-Waltz ciężkie zadanie. Przez rok musi zrealizować festiwal obietnic, które w ostatnich miesiącach złożyła. Dla nas najważniejsze są te, które wymógł na niej SLD i w najbliższym czasie to właśnie o te sprawy dla warszawiaków będziemy walczyli. Mam nadzieję, że skutecznie.