NGP 19.03.2014Wreszcie jakaś dobra wiadomość dla mieszkańców stolicy nękanych nieustannymi podwyżkami – przynajmniej części. Dzięki SLD przywrócone zostało prawo do 50% zniżki w przejazdach komunikacją miejską dla wszystkich emerytów i rencistów przed 70. rokiem życia. W zeszłym roku mający większość w Radzie Warszawy radni Platformy Obywatelskiej zadecydowali, że od 1 kwietnia 2014 r. ulga ta zostanie zlikwidowana. Uderzało to w dużą grupę osób, które na emeryturę przeszły przed ukończeniem 65. roku życia: przede wszystkim byłych wojskowych, funkcjonariuszy policji i innych służb, a także nauczycieli. Platforma Obywatelska i władze miasta pozostały głuche na nasze sprzeciwy i argumenty, i zniżkę zlikwidowały. Ale my nie odpuściliśmy. Przy okazji referendum SLD przedstawił walczącej o przetrwanie Hannie Gronkiewicz-Waltz dwanaście postulatów, do realizacji których pani prezydent się zobowiązała. Jednym z nich było właśnie przywrócenie 50% zniżki na bilety dla emerytów przed 70. rokiem życia. Na ostatniej sesji Rady Miasta  powrót do ulg został przegłosowany i był to ostatni dzwonek przed planowanymi na 1 kwietnia podwyżkami. Jeden zero dla nas. A właściwie dla wszystkich tych, którzy uniknęli kolejnego nadszarpywania domowego budżetu, w czym obecna ekipa władz miasta jest niezastąpiona.

W tym miejscu warto przypomnieć, że choć wspomniana 50% zniżka przysługuje emerytom do 70. roku życia (bo potem mogą jeździć komunikacją miejską bezpłatnie), to już po 65. roku życia mogą oni jeździć praktycznie za darmo.  A dokładnie za 50 złotych rocznie, bo tyle kosztuje przeforsowany w poprzedniej kadencji przez SLD tzw. Bilet Seniora.

Niestety gorsze wieści czekają doktorantów. Ci do lat trzydziestu ulgi w przejazdach zachowają – o co również jako SLD wnioskowaliśmy. Ci starsi od 1 kwietnia zapłacą za bilet 100%. Naprawdę, nie rozumiem dlaczego. Dla paru dodatkowych groszy do budżetu obecne władze Warszawy zniechęcają do nauki i doskonalenia się tych, którzy mogliby stanowić siłę napędową rozwoju naszego miasta. To kolejna rzecz, którą zapisuję w swoim katalogu spraw do zmiany po jesiennych wyborach. Mam nadzieję, że ten jeden semestr doktoranci wytrzymają.