NGP 5.03.2014Niespodziewane sukcesy polskich panczenistów na igrzyskach olimpijskich w Soczi to doskonały pretekst do dyskusji na temat stołecznego sportu. Chociażby dlatego, że z dziesiątki naszych medalistów w tej dyscyplinie połowa trenowała na Warszawskim Torze Łyżwiarskim Stegny, a srebrna medalistka Katarzyna Woźniak jest zawodniczką tego klubu. Wszyscy zdobyli medale pozbawieni profesjonalnego, nowoczesnego ośrodka treningowego w postaci krytego toru łyżwiarskiego – takiego, na jakim startowali na olimpiadzie. I to jest właśnie paradoks polskiego sportu i symbol, jak po macoszemu traktuje się go w Warszawie.

Stegny są jednym z trzech torów łyżwiarskich w Polsce. W latach 2005-2006 wykonano pierwszy etap jego modernizacji, polegający na  zmianie technologii mrożenia poprzez wymianę czynnika chłodzącego z niebezpiecznego amoniaku na glikol. Dostosowano też wymiary istniejącego toru do obowiązujących przepisów Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego i zbudowano dwa lodowiska. Prace te były realizowane przy założeniu wykonania w najbliższym czasie zadaszenia toru. W 2007 r. powstał projekt zakrycia toru opracowany przez słynnego szablistę prof. Wojciecha Zabłockiego. Na jego podstawie oszacowano koszt inwestycji na ponad 200 mln złotych. Niestety, w związku z kryzysem w 2008 roku zadanie to zostało na wniosek Pani Prezydent wykreślone z budżetu miasta – razem z szeregiem innych dużych inwestycji miejskich.

Dziś sytuacja się zmieniła. Przede wszystkim premier Tusk i jego minister finansów twierdzą, że kryzys w Polsce dobiega końca, zwiększają się  też prognozowane dochody do budżetu miasta. Ponadto zmieniły się technologie i budowa profesjonalnej, całorocznej hali możliwa jest za ułamek tej kwoty co kiedyś. Wreszcie też inwestycji nie trzeba finansować w całości z budżetu miasta, bo po sukcesach naszych sportowców dołożyć się do niej powinno Ministerstwo Sportu. Gdyby tak się nie stało, to najwyższy czas wypróbować mechanizm partnerstwa publiczno-prywatnego, którego nie wiedzieć czemu Hanna Gronkiewicz-Waltz nie realizuje. W każdym razie do realizacji tej inwestycji należy powrócić i w zeszłym tygodniu o to zaapelowałem. Po pierwsze, mając odpowiednią bazę treningową możemy szkolić jeszcze większą liczbę sportowców, którzy powalczą o medale na kolejnej olimpiadzie. Po drugie, będziemy mieli profesjonalne lodowisko dostępne dla wszystkich mieszkańców Warszawy. Po trzecie, nie zmarnują się dotychczasowe nakłady na modernizację obiektu i urządzenia, które niszczeją pod gołym niebem. Wreszcie po czwarte, będzie to symbol, że obecne władze rzeczywiście chcą coś zrobić dla sportu w Warszawie.

O modernizację Stegien od lat walczyli radni SLD, ale obiecywała ją też Hanna Gronkiewicz-Waltz w trakcie swojej kampanii. Pani Prezydent, najwyższy więc czas realizować  swoje wyborcze obietnice – chyba, że to były kolejne obiecanki – cacanki.