Zrzut ekranu 2014-05-12 o 07.45.29Od trzech tygodni stołeczna polityka zdominowana jest przez tzw. aferę bemowską. Odwołany wiceburmistrz tej dzielnicy z PO postanowił ujawnić sekrety tamtejszej Platformy Obywatelskiej, samodzielnie rządzącej Bemowem – jak dotąd w glorii i chwale. Na jaw wyszły fikcyjne umowy o pracę, nieuprawnione korzystanie ze służbowych aut i telefonów oraz wiele innych nieprawidłowości. Wszystko to miało dziać się za zgodą burmistrza, a później wiceprezydenta stolicy Jarosława Dąbrowskiego – ulubieńca Hanny Gronkiewicz-Waltz i ważnej postaci stołecznej Platformy. Z tego względu początkowo wydawało się, że będzie to burza w szklance wody i podobnie jak w wielu innych przypadkach sprawa zostanie zamieciona pod dywan. Po wygranym referendum Platforma Obywatelska była przecież na fali wznoszącej i wydawało się, że już nic nie jest jej w stanie zagrozić. A jednak nie tym razem. Gazeta Wyborcza konsekwentnie, dzień w dzień ujawniała nowe kulisy funkcjonowania bemowskiego samorządu, a afera zataczała coraz większe kręgi. Opozycja zażądała nadzwyczajnej sesji Rady Miasta, ale radni Platformy Obywatelskiej ją zbojkotowali. O sprawie zrobiło się już tak głośno, że skutkami afery zaniepokojono się w kancelarii premiera. To tam zapaść miała podobno decyzja, że głowa wiceprezydenta Dąbrowskiego ma iść pod topór. Hanna Gronkiewicz-Waltz przyjęła jego dymisję i skierowała na Bemowo kontrolę, której już pierwsze wyniki pokazały, że doniesienia mediów to dopiero wierzchołek góry lodowej. Do dymisji podał się jeden z wiceburmistrzów, będący najbliższym współpracownikiem i autorem promocyjnego sukcesu wiceprezydenta Dąbrowskiego, a na dniach spodziewać się należy odwołania całego zarządu dzielnicy. W tej chwili trwają gorączkowe poszukiwania kandydatów do nowego. Ponadto mówi się o rozwiązaniu koła Platformy Obywatelskiej na Bemowie, czyli w jednym z mateczników PO w stolicy. W każdym razie o sprawie na pewno nie raz jeszcze usłyszymy.

Patrząc na to trudno nie oprzeć się wrażeniu, że historia zatoczyła koło. Dziesięć lat temu też było głośno o aferach w stołecznej Platformie. Wtedy z partią musiał pożegnać się Paweł Piskorski i jego bliżsi i dalsi współpracownicy. Wielu z nich od lat próbuje bezskutecznie wrócić do działalności w stołecznym samorządzie i to pod różnymi sztandarami. Jak dotąd bezskutecznie, bo wyborcy nie zapominają. Dziś, podobnie jak wtedy, Platforma Obywatelska płaci cenę za swoją pychę, arogancję i poczucie bezkarności. Jak wysoka to będzie cena – przekonamy się po jesiennych wyborach samorządowych.