Zrzut ekranu 2014-08-13 o 02.03.34Jest dalszy ciąg historii skandalicznych działań dyrektora miejskiego szpitala przy ul. Madalińskiego Bogdana Chazana. Mówimy o tym, który podpisał „Deklarację wiary”, przedkładającą prawo boskie nad ludzkim w pracy lekarzy, a potem celowo lawirował, uniemożliwiając legalne usunięcie ciężko uszkodzonego płodu i skazując ciężarną kobietę na cierpienie. Otóż dziecko się urodziło – w zeszłym tygodniu, w innym szpitalu. Z opisu tamtejszych lekarzy wynika, że nie ma połowy głowy, ma mózg na wierzchu, wiszącą gałkę oczną, rozszczep całej twarzy, nie ma mózgu w środku. I będzie umierało przez najbliższy miesiąc albo dwa. Że tak będzie, było wiadomo już w momencie, gdy kilka miesięcy temu pacjentka trafiła do prof. Chazana. Mimo to postanowił on za wszelką cenę doprowadzić do urodzenia śmiertelnie chorego dziecka, nie bacząc na cierpienie kobiety, która nosiła je w sobie.

Naruszenie prawa przez dyrektora stwierdził Rzecznik Praw Pacjenta oraz kontrola z Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia. Ten ostatni nałożył na szpital 70 tysięcy złotych kary. Śledztwo w tej sprawie na wniosek SLD prowadzi również prokuratura. Jednym słowem, działają wszyscy oprócz tych, którym szpital podlega, czyli władz miasta. Cały czas nie mamy żadnej reakcji Hanny Gronkiewicz-Waltz na działania profesora Chazana, mimo że wniosek w sprawie jego odwołania i kontroli w szpitalu złożyłem już ponad miesiąc temu. Prezydent Warszawy cały czas zasłania się brakiem wyników miejskiej kontroli, choć z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że jest ona celowo przeciągana. Gronkiewicz-Waltz ignoruje wyniki innych kontroli i za nic ma opis okaleczonego dziecka. Jest głucha na nasze apele. Nie przeszkadzają jej słowa dyrektora miejskiego szpitala, który jest dumny ze swojego „dzieła” i mówi, że będzie nadal łamał prawo. Bo tak każe mu jego sumienie.

Trudno tłumaczyć to inaczej, niż tym, że prezydent Warszawy ma tak naprawdę poglądy zbliżone do prof. Chazana. I to dlatego go chroni i toleruje łamanie przez niego praw pacjentek. Ale chyba zapomina, że zwlekając z decyzją, tak naprawdę ponosi współodpowiedzialność za działania dyrektora, które mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia. Nie wspominając już o tym, że działalność profesora Chazana prowadzi też do strat dla szpitala. Począwszy od nadszarpniętego wizerunku, po wymierne 70 tys. zł kary, które nie obciąży przecież prywatnej kieszeni dyrektora. A powinno, bo dlaczego my wszyscy mamy płacić za jego poglądy? 70 tysięcy złotych to 30 wynagrodzeń położnych. Dla profesora zaś to tylko sześć miesięcznych pensji. Skoro tak bardzo walczy o swe poglądy, to niech najpierw udowodni, że są one cenniejsze, niż jego kasa.