© Eckhard Pecher

© Eckhard Pecher

Polska mistrzem świata w siatkówce! Po zaciętym meczu nasi reprezentanci pokonali Brazylię, dla której piłka siatkowa jest sportem narodowym, ważniejszym niż ta kopana. Po zakończeniu spotkania w katowickim Spodku wybuchł szał radości kibiców, a po nim nastąpiła ceremonia dekorowania. Indywidualne nagrody wręczali siatkarzom prezydenci miast – gospodarzy, w których mecze tych mistrzostw się odbywały. Niestety, w gronie tych miast zabrakło Warszawy. Była Bydgoszcz, Gdańsk, Katowice, Kraków, Łódź i Wrocław. W stolicy odbyło się wprawdzie jedno spotkanie – mecz otwarcia na Stadionie Narodowym – ale bez zaangażowania ze strony władz miasta. Dlaczego? Chociażby dlatego, że w Warszawie nie ma hali widowiskowo-sportowej z prawdziwego zdarzenia, budowę której Hanna Gronkiewicz-Waltz już dawno obiecywała i dotąd nie zrealizowała. Tylko u nas mecz siatkówki musiał odbyć się na stadionie piłkarskim.

Czemu? Bo aktualna prezydent Warszawy nie lubi sportu, czego wyraz niejednokrotnie dawała. Świadczy o tym chociażby brak budowy wspomnianej hali, opór przed zadaszeniem Stegien. Żałowanie miliona złotych na wymianę murawy na miejskim stadionie Polonii, a równocześnie przekazanie 500 milionów złotych na prywatny w praktyce stadion Legii. I to tylko dlatego, że chodziło o innych właścicieli. Hanna Gronkiewicz-Waltz nie potrafiła cieszyć się z rozwoju warszawskiego sportu, którego boom nastąpił w trakcie poprzedniej kadencji. Platformie Obywatelskiej przeszkadzało, że jest to zasługą desygnowanego przez SLD dyrektora stołecznego Biura Sportu Wiesława Wilczyńskiego, dlatego pozbyto się go pod byle pretekstem. Dziś nie rewitalizowane obiekty i kluby sportowe chylą się w Warszawie ku upadkowi, a prezydent stolicy nie widzi w tym nic złego. Czy naprawdę uważa, że same boiska Orliki i plenerowe siłownie, uczynią z Warszawy sportową potęgę?

Hanna Gronkiewicz-Waltz nie czuje sportu również w kategoriach promocji miasta. O Katowicach usłyszały wczoraj miliony ludzi na całym świecie. Zobaczyli w telewizji profesjonalnie zorganizowane mistrzostwa, nie awanturujących się kibiców i wspaniałą atmosferę nie tylko na trybunach, ale również na mieście. Zresztą nie tylko w tym, ale wszędzie tam, gdzie zorganizowano strefy kibica z bezpłatnym oglądaniem meczy. W Warszawie o tym nie pomyślano. Amatorzy siatkówki, ale również rzesze tych, którzy na co dzień tym sportem się nie pasjonują, skazani byli na płatne transmisje w kinach lub wizyty w oblężonych pubach. I tylko dzięki dobrej woli właściciela Polsatu, przynajmniej finał mogliśmy obejrzeć za darmo.

Najlepszą ilustracją braku zainteresowania Hanny Gronkiewicz-Waltz mistrzostwami świata w siatkówce była jej nieobecność w gronie prezydentów miast podczas ceremonii dekoracji zwycięzców. Warszawy nie reprezentowała ani prezydent, ani jej zastępca, a nagrodę w imieniu stolicy wręczał urzędnik średniego szczebla. Po prostu wstyd.