DSC05233Kampania wyborcza wkracza w decydującą fazę. Widać to choćby po festiwalu obietnic, które składają kandydaci na prezydenta miasta. Numer jeden to oczywiście Jacek Sasin z Prawa i Sprawiedliwości, który obiecał bezpłatną komunikację. Skąd wziąć na to 800 milionów złotych? Kandydat PiS ma prostą receptę – sprawi, że 300 tysięcy osób mieszkających w Warszawie, a płacących podatki poza nią, nagle zacznie je płacić w stolicy. Równie dobrze może obiecać nam bezpłatne loty na Księżyc, bo jest to tak samo realne. Wprowadzenie bezpłatnej komunikacji w stolicy Estonii Tallinie przyniosło tylko dwuprocentowy wzrost osób płacących tam podatki. Jak Jacek Sasin ma przekonać więc blisko 300 tys. osób – nie wiadomo, zwłaszcza, że póki co nie przekonał samego siebie. W zeszłym tygodniu poinformował, że mieszka i płaci podatki w Ząbkach i przed wyborami nie ma zamiaru tego zmieniać. Gratulujemy lokalnego patriotyzmu, ale w takiej sytuacji może pan poseł powinien startować na burmistrza Ząbek? Zwłaszcza, że jak Państwo pamiętają, Warszawa mu nie służy, bo musiał obejść się smakiem, gdy chciał zostać burmistrzem Pragi Północ. Warszawiacy zasługują na prezydenta, który mieszka w stolicy i tak samo jak oni płaci tu podatki i inne należności na rzecz miasta.

Do konkurencji „nikt Wam tyle nie da, ile ja obiecam” włączyła się również Hanna Gronkiewicz-Waltz. I to od razu z grubej rury. W wywiadzie sprzed kilku dni najpierw wymieniła wszystkie swoje sukcesy – nawet te, które nie są tylko jej zasługą. Potem roztoczyła wizję nawet nie milionów złotych, ale miliardów, które zainwestuje w stolicę tak, aby stała się krainą mlekiem i miodem płynącą. Jak w bajce i właśnie między bajki można obietnice Pani Prezydent włożyć. Skoro przez osiem lat nie rozwiązała kluczowych problemów Warszawy, takich jak chociażby urągająca ludzkiej godności reprywatyzacja, janosikowe, i zapaść inwestycyjna prawobrzeżnej Warszawy, to w to, że zrobi to teraz, nie wierzy już nikt. Zwłaszcza w fantastyczne historie o 500 milionach złotych, które zainwestuje w Pragę Północ, żeby przestała być warszawskim Harlemem. Pani Prezydent, taką niebezpieczną dzielnicą, jak nowojorski Harlem, Praga przestała być już kilkanaście lat temu – wystarczy zajrzeć do policyjnych statystyk. I stało się to wtedy, gdy na Pradze rządził Sojusz Lewicy Demokratycznej. Z miłą chęcią zabiorę Panią na spacer po dzielnicy – po jej uliczkach i podwórkach i zapewniam, że włos Pani z głowy nie spadnie.

Pragę upodobali sobie też inni kandydaci, którzy dotąd w te rejony się nie zapuszczali. Nagle przypomnieli sobie o niej Andrzej Rozenek, Joanna Erbel, a nawet burmistrz Ursynowa Piotr Guział, który chce zmieniać Pragę nie znając jej specyfiki i problemów, których nie ma u siebie. Chcą malować kamienice, budować bary mleczne (choć są już trzy), tworzyć kawiarnie i milion innych najmniej potrzebnych rzeczy. Na szczęście prażanie nie są głupi i im czcze gadanie nie wystarczy, tylko chcą konkretów. I kogoś, kto jest z nimi na co dzień od lat, a nie próbuje się lansować na ich nieszczęściu.

http://www.ngp.westsidegroup.pl/str/tekst4379.html